kociak

Czasami w życiu jest tak, że aby coś zostało załatwione dobrze, należy zająć się tym samemu. Myśleliśmy do tej pory, że ta dewiza tyczy się jedynie ludzi. Poniższa historia i kociak w niej przedstawiony, pokazują jednak, jak bardzo się myliliśmy. 

Samotny kociak na komisariacie

W hrabstwie Alameda, znajdującym się w Kalifornii, do biura szeryfa w Eden zawitał kociak. Zdaniem pracowników chciał złożyć podanie o pracę, jednak my domyślamy się, że szukał tam czegoś innego. Kot był ponoć bardzo mały i łasił się do funkcjonariuszy, którzy przyjęli interesanta z należytym szacunkiem i pełną powagą. Biuro od razu poinformowało o specyficznym gościu, na swoim Facebooku. Zwierzak był tak mały i słodki, że liczyli na to iż ma stały dom i ktoś po niego przyjdzie. 

Czy kot został policjantem?

Mimo złożenia podania i przeprowadzenia rozmowy o pracę, kociak nie został przyjęty do K9. Pogodził się z porażką, lecz postanowił nie wychodzić z komisariatu. Zamiast wrócić do swoich poprzednich zajęć, umościł się na drukarce i poszedł spać. Pracownicy znajdujący się na miejscu postanowili przetrzymać kociaka do wieczora. Zapewnili mu też opiekę na ten czas, a zwierzak zyskał nową funkcję w biurze szeryfa. Internauci w komentarzach zaproponowali stworzenie nowego stanowiska, które miałby objąć ich nowy przyjaciel. 

Co stało się z kotem?

Niestety, mimo nagłośnienia sytuacji, nikt nie zgłosił się po kociego malucha. Nie było też chętnych do zapewnienia zwierzakowi nowego domu. Funkcjonariuszom zrobiło się żal kociaka i postanowili zapewnić mu schronienie na stałe. Szczęśliwie w pracy była tamtego dnia zastępczyni szeryfa Scalise. Kobieta zaproponowała zaprowadzenie kociego przyjaciela do weterynarza, zaraz po skończeniu swojej zmiany. 

Funkcjonariusze poinformowali wkrótce o tym, że kobieta rozważa również adopcje kociaka. 

Zobacz także:

  1. Adopcja psa: adoptowany przyjaciel kocha najmocnie
  2. Pies czekał ponad 30 godzin samotnie pod budynkiem. Powód Cię wzruszy
  3. Na widok syna przytulającego psa, matka wpadła w płacz. Ty też się popłaczesz