Korabiewice
Korabiewice, interwencja

Korabiewice. To schronisko zyskało sławę podwójnie. Na początku przez bestialskie traktowanie zwierząt i nie zapewnianie im odpowiedniej opieki, co prowadziło często do okrutnej śmierci. Drugi raz, kiedy przemieniło się w zupełnie odwrotne miejsce dzięki jednej z najbardziej znanych w Polsce fundacji dla zwierząt. Poznajcie jego brutalną historię, całe szczęście z happy-endem. Przyznaję, że napisanie tego artykułu wiele mnie kosztowało. Mimo, że teraz Korabki wyglądają zupełnie inaczej, to serce rozpada się na kawałki, kiedy człowiek widzi, jak zwierzęta były tam traktowane. 

Korabiewice: rok 2011 – praktycznie 20-letni dramat psów

Korabiewice. Do schroniska w Korabiewicach – po alarmującym zgłoszeniu – wchodzi UWAGA! TVN wraz z Międzynarodową Fundacją na Rzecz Zwierząt VIVA! To, jakiego odkrycia tam dokonują miażdży serca, wścieka i jednocześnie jest całkowicie niezrozumiałe. Jak człowiek uważający się za osobę, która kocha zwierzęta, mógł doprowadzić je do takiego stanu? Uważajcie, ta historia jest dla osób o naprawdę mocnych nerwach. Schronisko w Korabiewicach prowadzone było przez Magdalenę Sz. Pod jej opieką znajdowało się kilkaset zwierząt, w tym psy, koty, konie, a nawet niedźwiedź i wilk. Choć słowo opieka nie pasuje do tego miejsca. Warunki w jakich żyły lub umierały tam zwierzęta są trudne do opisania. Trudno jest bowiem znaleźć tak straszne słowa. 

Pewnym jest, że zwierzęta nie miały zapewnionych odpowiednich warunków. I to było widać już na pierwszy rzut oka. Niestety z tą placówką nikt nic nie zrobił przez lata. Zwierzęta, w tym wilk i niedźwiedź, żyły w nieodpowiednich warunkach. Nie było odpowiednio karmione. Padały z głodu. To, do jakiego stanu doprowadziła ta kobieta zwierzęta nikomu o zdrowych zmysłach nie mieści się w głowie. Dlatego też VIVA, Pogotowie dla Zwierząt oraz TVN zaczęli działać. 

Uważajcie, ta historia jest dla osób o naprawdę mocnych nerwach. Schronisko w Korabiewicach prowadzone było przez Magdalenę Sz. Pod jej opieką znajdowało się kilkaset zwierząt, w tym psy, koty, konie, a nawet niedźwiedź i wilk. Choć słowo opieka nie pasuje do tego miejsca. Warunki w jakich żyły lub umierały tam zwierzęta są trudne do opisania.

Istnieją mocne podejrzenia, że psy zjadały inne martwe czworonogi

Na 14 hektarowym terenie mieszkało kilkaset zwierząt. Zwierzęta były zagłodzone, chore, niezadbane. Żyły w betonowych, nieogrzewanych boksach. Dochodziło do wzajemnej agresji, a zwierzęta wzajemnie się atakowały, gryzły i zjadały. Magdalena Sz. nie kontrolowała lub nie przejmowała się tym, co dzieje się za bramami schroniska. Wręcz bardzo skrzętnie ukrywała dowody swoich bestialskich czynów i znęcania się nad zwierzętami. Uwaga, kolejne odkrycie, którego dokonały VIVA i UWAGA jest niecodzienne i nie jest procederem raczej powtarzalnym. Istnieją głosy o takich praktykach, ale do tej pory nie zostały one na szerszą skalę udowodnione. Na terenie oraz wokół schroniska odnaleziono setki martwych zwierząt.

Na terenie schroniska oraz wokół posesji fundacja VIVA znalazła setki zwłok zwierząt

Mimo że zwierzęta żyły i umierały w skrajnych warunkach od długiego czasu – schronisko już wtedy funkcjonowało 20 lat – to trudno było pozyskać w tej walce sojuszników w Korabiewicach. Miejscowa policja początkowo uważała, że nie ma podstaw do interwencji. Mimo, że zostało zgłoszone wcześniej na Komendzie w Żyrardowie, że będą przeprowadzane oględziny policja z Korabiewic nie chciała pozwolić wejść na teren tego piekła dla zwierząt. – Nie spodziewaliśmy się, że to będzie aż tak trudne przedsięwzięcie do zrealizowania, nie przewidzieliśmy wszystkich kłopotów, wszystkich kosztów – powiedział Uwadze Cezary Wyszyński z Fundacji VIVA. Dodał jednocześnie, że gdyby jeszcze raz miał podjąć taką interwencję, to zrobiłby to bez wahania. Mimo traumy jaką zapewne ma po tej wielkiej akcji. Zwierzęta znajdowały się w tak złym stanie, że wolontariusze pewnie nigdy nie zapomną o roku 2012 i wejściu do tego schroniska. 

Przyczynami śmierci zagryzienia, głód i zamarznięcie

Niestety wokół terenu schroniska zostały odkryte doły z setkami martwych psów, kotów i innych zwierząt. Przyczyną ich śmierci były głód, choroby, brak leczenia lub wzajemne zagryzienia. W rozmowie z Newsweekiem o schronisku z czasów Magdaleny Sz. opowiedziały wolontariuszki, które starały się pomóc tym zwierzętom. Mimo tego, że kierowniczka robiła wszystko, żeby im to uniemożliwić. Odmawiała adopcji, doprowadzała do ciągłego rozmnażania. Nie miała środków na wyżywienie zwierząt, a wciąż przyjmowała następne. 

Jedna z wolontariuszek, Joanna Karpijewicz, opisała ten horror Newsweekowi: Zwierzęta tonące w zamarzających fekaliach. I my, wolontariuszki. Roznoszące jedzenie, bo pracownicy jeszcze się tym nie zdążyli zająć, chociaż już południe. Wpychające gołe ręce między psy walczące na śmierć i życie o dostęp do miski. Wyciągające nieszczęśnika, konającego gdzieś w kącie rozpadającej się budy. Pędzące na złamanie karku do weterynarza z suczką, która ledwie czołgała się do miski z powodu krwawiącego guza wielkości śliwki. Błagające o wydanie zwierzęcia do nowego domu. I zawsze, niezmiennie słyszące od pracowników, że niczego nie można bez zgody właścicielki. – A zabijanie? Jak to się odbywało? Opowiedziała inna wolontariuszka: O tym mogą powiedzieć tylko byli pracownicy fundacji Magdy Sz. I ona sama. Doły pełne martwych psów znaleźliśmy tuż za ogrodzeniem. A w nich dziesiątki sztuk świeżej jeszcze padliny i mnóstwo bielejących już kości.

Schronisko Korabiewice zmieniło się nie do poznania 

Po ujawnieniu sprawy w 2011 roku przez TVN24, pozwolenie Pani Magdalenie Sz. na prowadzenie schroniska zostało cofnięte. Jednak nie zmieniło to sytuacji zwierząt. Nadal umierały w męczarniach, zamarzały w niedogrzanych boksach, ich życie często było zagrożone przez brak wody w schronisku. Zwierzaki w betonowych i klatkowych boksach taplały się we własnych odchodach, nikt się nimi nie zajmował, nikt z nimi nie wychodził. 

Dopiero interwencja przeprowadzona miesiąc po wielkim rozgłosie, zmieniła coś w życiu tych zwierząt. Schronisko zostało w październiku 2012 roku przejęte przez fundację VIVA! Od 6 lat te zwierzęta są pod ich opieką, dysponują oni całym terenem. Zwierzęta zaznały w końcu odrobiny miłości. Co jak na warunki schroniskowe jest trochę cięższe do osiągnięcia. Fundacja może także wiele zawdzięczać wolontariuszom, którzy ruszyli z pomocą tym zwierzętom po wyjściu na jaw całego tego bestialstwa. W ratowaniu tych zwierząt, opatrywaniu i ewakuowaniu chorych pomagały Straż Pożarna i miejscowi mieszkańcy. Przyjechało także wiele osób spoza centralnej części Polski. O Korabkach jednak nie zrobiło się cicho. Co jakiś czas temat ten wraca – przez ostatnie kilka lat lat fundacja wraz z siecią komórkową T-Mobile organizowała akcje zbierania karmy, za pomocą oglądania filmu i udostępniania. Była to świetna akcja społeczno-prowa. Może powtórka?

Schronisko w Korabiewicach cieszy się dalej wielkim zainteresowaniem ludzi o dobrym sercu. Wiele polskich gwiazd je wspiera, między innymi aktorki Maja Ostaszewska, Zofia Zborowska . Niestety nadal w tym schronisku mieszkają zwierzęta, które potrzebują miłości

Istnieje na Facebooku nawet filmik jak dojechać do Korabiewic. Widać, że wiele osób – mimo że schronisko oddalone jest od Warszawy o 70 kilometrów, niedaleko Żyrardowa – często tam jeździ. Dzięki temu zwierzęta mogą zaznać choć trochę miłości po okropnym życiu. Zwłaszcza, że część z tych zwierząt pamięta jeszcze tamto okrucieństwo.

Źródło: strona fundacji Międzynarodowy Rucha na Rzecz Zwierząt VIVA! oraz strona uwaga.tvn.pl

Zobacz także:

  1. Zagłodzony husky w brudnym kojcu, bez wody i jedzenia. Właścicielka: “niech śmieć zdycha”
  2. Bezdomny pies miał zostać zabity, znalazł dom. Jego reakcja wyciska łzy z oczu
  3. Zabicie widłami, spalenie domu i nie tylko. Takie groźby słyszą osoby ratujące psy, koty i inne zwierzęta