płock
Zdjęcie poglądowe

Płocka. Mieszkańcy bloku przy ul. Bielskiej zgłosili się do Gazety Wyborczej z prośbą o interwencję w sprawie uciążliwych sąsiadów. W jednym z mieszkań przy tej ulicy przebywa obecnie kilkadziesiąt zwierząt, jednak nikt nie jest w stanie określić, ile ich dokładnie jest. Ostatnia osoba, która tam była naliczyła 20 kotów, 6 psów, gołębie, a nawet jeże. 

Płock: interwencja Gazety Wyborczej w jednym z bloków przy ulicy Bielskiej

Cała sprawa dotyczy kobiety mieszkającej z dorosłym już synem przy w bloku przy ulicy Bielskiej 22. Mimo że budynek niedawno został odnowiony i jest zadbany, to z pierwszej klatki dochodzi straszny smród, to właśnie z mieszkania tych ludzi. Przebywa w nim kilkadziesiąt zwierząt. Jednak od dawna nikt nie był w środku i nie jest w stanie określić dokładnego stanu zwierząt. Ostatnie informacje donoszą o 20 kotach, 6 psach, gołębiach oraz jeżach. Walka z sąsiadami nieprzestrzegającymi zasad życia we wspólnocie trwa już 10 lat. Świadkowie twierdzą, że Ci ludzi kochają te zwierzęta, ale nie jest to zdrowa miłość. 

– Od 10 lat z tym wojujemy – załamują ręce mieszkańcy.

Przeczytaj także: Rzucał swojemu psu patyk. Po kilku minutach pies zaczął umierać

Płock: zwierzęta mieszkające przy Bielskiej 22 są zaniedbane

Inne alarmujące głosy także się pojawiły. Zdaniem świadków syn kobiety wyprowadza jedynie dwa psy znajdujące się w mieszkaniu. Co dzieje się z resztą, nie wie nikt – najprawdopodobniej załatwiają się w mieszkaniu. 

Oni kochają zwierzęta, ale to jest niedobra miłość. Zamęczają i te zwierzęta, i nas – opowiadają ludzie. – Właściwie nikt nie wie, ile czworonogów dokładnie tam jest. Ktoś, kto wszedł tam jakiś czas temu, naliczył 20 kotów, sześć psów, gołębie, jeże. Z tego co widzimy, syn tej pani wyprowadza od czasu do czasu tylko dwa psy. Reszta zwierząt siedzi w domu i robi pod siebie. Na podłodze musi tam zalegać warstwa nieczystości, bo kiedy psy wychodzą na klatkę, zostawiają śmierdzące ślady na podłodze. Nasza codzienność to ujadanie, smród i robactwo – dodają. 

Mieszkańcy interweniowali na Policji, w Urzędzie oraz w Sanepidzie

Niestety nikt im nie pomógł, a im brakuje już siły. Walczą z tym śmierdzącym problemem już od 10 lat. Jedna z sąsiadek opowiadała, że już dwukrotnie musiała spalić wszystko, co posiadała w domu oraz wspominała, że musiała mieszkać z dziećmi w hotelu w czasie odrobaczania swojego mieszkania. 

Sanepid stwierdził, że nie ma zagrożenia epidemiologicznego, inspekcja weterynaryjna – że zwierzęta nie chorują. – Tylko że nikt tam nie zajrzał. Podobnie jak przedstawiciele ratusza, bo trzy razy byliśmy u prezydenta, w administracji, na policji. Urzędnicy przychodzili, pukali. Ale ci państwo od lat nikomu nie otwierają – relacjonują mieszkańcy w rozmowie z dziennikarzami Gazety Wyborczej. 

Jest to dziwne, ponieważ niesprawowanie odpowiedniej opieki nad zwierzętami w polskim prawie traktowane jest, jako znęcanie się nad nimi. To, co dzieje się na Bielskiej 22 w Płocku na pewno nie jest normalną sytuacją, a zwierzęta nie mają zapewnionych odpowiednich warunków do życia. 

Zobacz także:

  1. Powtórka dramatu. Agresywne psy rzuciły się na chihuahuę, koniec jest tragiczny
  2. Labrador został tatą NIETYPOWYCH maluchów. Będziesz bardzo zaskoczony
  3. Sadysta rzucał żywymi zwierzętami w budynki. Jaka kara mu się należy?