Ta historia powinna zakończyć się zupełnie inaczej. Justyna Baudelaire, która opisała sytuację wracała do domu ciemną drogą. Zobaczyła na ulicy potrąconą przez samochód sarnę. Całe szczęście była świadoma i wrażliwa, zatrzymała się, żeby udzielić pomocy zwierzęciu. Potrącona sarna próbowała zejść z jezdni, kobieta próbowała jej pomóc, próbując uratować zwierzę przed odstrzeleniem. 

Służby, które mają pomagać

Prawo w takich sytuacjach mówi, że na miejscu powinien pojawić się dyżurny lekarz weterynarii, który ma określić stan zwierzęcia. Powinien on niezwłocznie przyjechać na miejsce wypadku i jak najszybciej określić czy zwierzę można leczyć, czy należy je uśpić. Może go zastąpić także łowczy z PZŁ. W momencie kiedy obaj specjaliści nie są w stanie pojawić się na miejscu, decyzję o odstrzeleniu zwierzęcia mogą podjąć policjanci, ale tylko w momencie kiedy zwierzę kona w męczarniach. Z tego co mówi Pani Baudelaire, ta sytuacja była jednak inna. Zwierzę miało złamaną. Potrącona sarna nie mogła biegać w podskokach, ale miała wystarczająco dużo siły, żeby wierzgać nogami w strachu przed ludźmi.

Próba uratowania koziołka

Pani Judyty nie opuszczały złe przeczucia. Policjanci zasugerowali partnerowi kobiety, który próbował pomóc zwierzęciu, żeby pojechał do domu, a oni zajmą się zwierzęciem. Kobieta próbowała w tym czasie dzwonić do dyżurnego lekarza weterynarii. W końcu udało się jej dodzwonić. Lekarz poinformował ją, że gmina, w której miał miejsce wypadek, nie ma z nim podpisanej umowy i nie dostanie on zwrotu kosztów podróży i leczenia. Po 15-minutowej rozmowie lekarz zgodził przyjechać się na miejsce. Niestety w momencie wykonywania drugiego telefonu na giżycką komendę Pani Baudelaire dowiedziała się, że wydano już polecenie użycia broni w miejscu publicznym i sarna została zastrzelona. Dobita w tej sytuacji nie jest dobrym określeniem, zwierzę nie konało. Policjanci nie czekali nawet na finał rozmowy z weterynarzem. Poprosili partnera kobiety o przestawienie samochodu, żeby nie używać broni przy świadkach.

Ciąg dalszy historii

Pani Judyta postanowiła nie zostawiać tego tematu i zaczęła z przyjaciółką drążyć ten temat. Jak się okazało z pisma, które dostały z giżyckiej komendy, sarna została potrącona przez samochód, a następnie przynajmniej raz jeszcze przejechana, gdy już leżała na jezdni.

– Zwierzę w ocenie funkcjonariuszy bardzo cierpiało z powodu licznych obrażeń i straciło dużo krwi. Policjanci, którzy przybyli na miejsce zdarzenia, podjęli jedynie słuszną decyzję – przekonuje oficer prasowy giżyckiej komendy policji. – Nic z tego, co twierdzi rzecznik, się nie zgadza. Przede wszystkim nie było wielkiej plamy krwi, po drugie zwierzę nie zostało przejechane dwa razy, bo wtedy nie leżałoby tak, jak widać na zdjęciu – przekonuje pani Judyta.

Przepisy i odpowiedzialność

W okresie letnim wypadki z udziałem dzikich zwierząt są niestety częste. Niestety wielu kierowców nie wie jak zachować się w takiej sytuacji i zazwyczaj zostawiają zwierzę bez odpowiedniej opieki i pomocy.

Tymczasem jeżeli kierowca nie zawiadomi odpowiednich służb, naraża się na karę aresztu lub grzywny, która może wynieść nawet 5 tysięcy złotych. To nie koniec, bo jeśli sprawa trafi do sądu, może zostać orzeczona nawiązka w wysokości do tysiąca złotych na cel związany z ochroną zwierząt. 

 

Zobacz także:

  1. Kocimiętka dla kota. Narkotyk czy rozrywka?
  2. Marszałek chce zabić wszystkie dziki w Europie. Oszalał