Schronisko Promyk znajdujące się w Gdańsku widziało już naprawdę wiele wyrządzonej krzywdy. Pracownicy byli jednak w szoku, gdy zobaczyli te psy. Zaszokowani tym przerażającym widokiem nie wiedzieli, co powiedzieć i jak sobie poradzić z tym, co wówczas zostawili. Poznajcie tę wstrząsającą historię, która zszokowała samego dyrektora placówki. 

Schronisko Promyk nie widziało jeszcze takiej tragedii

Schronisko Promyk znajduje się w Gdańsku, od 2005 roku ma nową lokalizację. Jednak nowe mury zdążyły już widzieć mnóstwo zwierzęcych tragedii, które zamiast maleć – wzrastają. Wydawać się może, że powinna panować znieczulica wśród pracowników i wolontariuszy placówki, gdyż oni sami niemal każdego dnia są świadkami straszliwych tragedii, które nimi wstrząsają. Gwarantuje, że tak nie jest. Dlaczego? Jeśli ktoś naprawdę kocha zwierzęta i ma do tego stosowne powołanie, niczym duchowe – zawsze będzie odczuwał potrzebę niesienia pomocy, a każda interwencja czy spotkanie ze skrzywdzonym przez los zwierzęciem, będzie inne i tak samo wzruszające. 

Psy w opłakanym stanie

Pracownicy schroniska dla zwierząt w Gdańsku długo będą jeszcze pamiętali wydarzenie sprzed kilku miesięcy, które wstrząsnęło nimi tak bardzo. 

– Pracuję w schronisku od 2006 roku i zwierząt w takim stanie, tak zaniedbanych jeszcze nie widziałem- mówi Piotr Świniarski, kierownik schroniska „Promyk”- Mają sfilcowaną sierść,brudną, mokrą, cuchnącą, w zasadzie na całym ciele. Powstały z niej dready, które ciągną się po podłożu-opisuje Świniarski.

Pewnego ranka zauważyli przy terenie placówki metalowy koszyk na zakupy, w którym znajdowały się zwierzęta w stanie pozostawiającym wiele do życzenia. Kosz nie posiadał nóżek i był przykryty czymś, co miało imitować drewnianą deskę. Przymocowana taśmą do metalowych szczebli sprawiała, że zwierzęta nie mogły się stamtąd wydostać. Widok zwierząt był porażający.